Sakrament małżeństwa

Małżeństwo jest przymierzem między ochrzczonymi, mężczyzną i kobietą, którzy tworzą ze sobą wspólnotę życia i miłości, skierowaną na dobro małżonków oraz zrodzenie i wychowanie potomstwa (KPK, kan. 1055). Sam Bóg jest twórcą małżeństwa. Wpisane jest ono bowiem w samą naturę mężczyzny i kobiety, którzy wyszli z ręki Stwórcy (KDK 48). Małżeństwo nie jest więc instytucją czysto ludzką, ale pochodzi ono od Boga, który stwarza człowieka z miłości i do miłości (KKK 1604). Mężczyzna i kobieta są stworzeni wzajemnie dla siebie, aby tworzyć parę małżeńską. „Dlatego to mężczyzna opuszcza ojca swego i matkę swoją i łączy się ze swoją żoną tak ściśle, że stają się jednym ciałem” (Rdz 2, 24).

Po grzechu pierworodnym Bóg w swoim miłosierdziu nie opuścił człowieka, ale wspomaga go swoją łaską, aby mężczyzna i kobieta mogli wytrwać we wzajemnej jedności życia. „Po upadku małżeństwo pomaga przezwyciężyć zamknięcie się w sobie, egoizm, szukanie własnych przyjemności, pomaga otworzyć się na drugiego człowieka, na wzajemną pomoc i dar z siebie” (KKK 1609). Miłość małżeńska jest często przedstawiana w Starym Testamencie jako obraz miłości Boga do ludzi, miłości „potężnej jak śmierć”, miłości, której „wody wielkie nie zdołają ugasić” (Pnp 8, 6-7).

Jezus w swoim nauczaniu przypomina pierwotny sens związku mężczyzny i kobiety, tak jak został on zamierzony przez Stwórcę (Mt 19, 8). Jezus podkreśla nierozerwalność małżeństwa, a jednocześnie daje siłę i łaskę do przeżywania małżeństwa w nowych wymiarach Królestwa Bożego. Jezus podnosi małżeństwo do rangi sakramentu. Małżeństwo chrześcijańskie staje się znakiem, sakramentem przymierza Chrystusa i Kościoła (KKK 1617).

W Kościele łacińskim, sami małżonkowie jako szafarze łaski Chrystusa udzielają sobie nawzajem sakramentu małżeństwa. Swoją wolną i świadomą zgodę wypowiadają oni wobec Kościoła. W obrządku łacińskim małżeństwo zazwyczaj jest zawierane podczas Eucharystii. Słuszną bowiem jest rzeczą, aby małżonkowie przypieczętowali swoją zgodę na wzajemne oddanie się sobie przez dar własnego życia, jednocząc się z Ofiarą Chrystusa, uobecnioną w Eucharystii. Małżonkowie powinni przygotować się do zawarcia małżeństwa przez przyjęcie sakramentu pokuty (KKK 1621-1624).

Wzajemne wyrażenie zgody przez małżonków jest niezbędnym elementem, który „stwarza małżeństwo”. Jeśli nie ma zgody, nie ma małżeństwa (KPK, kan 1057). Zgoda jest aktem osobowym, rozumnym i wolnym. Nie może więc być mowy ani o wprowadzeniu w błąd, ani o jakimkolwiek przymusie, którejkolwiek ze stron. Zgoda małżeńska znajduje swoje dopełnienie w zjednoczeniu cielesnym (KPK, kan. 1061). Zgoda małżonków powinna być wolna od przymusu i ciężkiej bojaźni. Jeśli tej wolności nie ma, małżeństwo jest nieważne (KPK, kan. 1095-1107).

Kościół wymaga od swoich wiernych kościelnej formy zawarcia małżeństwa. Potrzebna jest obecność przy obrzędzie zawarcia małżeństwa kapłana lub diakona jako urzędowego świadka Kościoła. Małżeństwo jest aktem publicznym i jako takie powinno być celebrowane podczas liturgii, aby była pewność odnośnie do jego zawarcia (KKK 1631).

„Z ważnego małżeństwa powstaje między małżonkami węzeł z natury swej wieczysty i wyłączny. W małżeństwie chrześcijańskim małżonkowie zostają ponadto przez specjalny sakrament wzmocnieni i jakby konsekrowani do obowiązków swego stanu i godności” (KPK, kan. 1134).

Małżonkowie w sakramencie małżeństwa otrzymują od Chrystusa właściwą im łaskę, przeznaczoną dla udoskonalania ich miłości i dla umocnienia ich nierozerwalnej jedności. Łaska ta pomaga im wychować po chrześcijańsku ich własne potomstwo. Pomaga im również znosić trudy małżeństwa, wzajemnego oddania i szacunku oraz rozwija miłość, aby była nadprzyrodzona, delikatna i płodna (KKK 1642).
Miłość małżeńska zmierza do jedności głęboko osobowej. „Wymaga ona nierozerwalności i wierności w całkowitym wzajemnym obdarowaniu i otwiera się ku płodności” (FC 13). Miłość małżeńska chce być trwała, a nie tylko „tymczasowa”. Ze względu na miłość i na dobro dzieci, małżeństwo wymaga pełnej wierności małżonków i nieprzerwanej jedności ich współżycia. „Instytucja małżeńska oraz miłość małżeńska nastawione są na rodzenie i wychowanie potomstwa, co stanowi jej jakoby szczytowe uwieńczenie” (KDK 48). Płodność miłości małżeńskiej obejmuje nie tylko zrodzenie potomstwa, ale również jego wychowanie.

„Ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską” — przysięga małżeńska.

Jako małe dziecko utożsamialiśmy miłość z bliskością. Nieco później charakteryzowała ją wyłączność, a w wieku małżeńskim empatia, czyli umiejętność współodczuwania. Osiągając pełnoletność i powoli dorastając do niej ubogaciliśmy naszą zdolność kochania o fundamentalną i jednocześnie scalającą poprzednio uzyskane sprawności, umiejętność działania, czyli aktywnego realizowania potrzeby bliskości, wyłączności i empatii w odpowiednich proporcjach i odpowiedni sposób, tak aby stały się wyrazem miłości prawdziwej, miłości dojrzałej. Wprawdzie samo uczucie, choćby najbardziej dopracowane, nie gwarantuje szczęśliwego, bezkonfliktowego pożycia małżeńskiego, lecz w sposób istotny zwielokrotnia szansę powodzenia związku, którego pierwszym, poważnym i nieodwracalnym krokiem jest podjęcie decyzji o małżeństwie.

Co w gruncie rzeczy wyraża przysięga małżeńska, towarzysząca sakramentalnemu „TAK”? Z praktyki wiadomo, że niewielki procent małżeństw zastanawia się nad tym. W tym szczególnym dniu, który miał być początkiem radosnej szczęśliwości, dążenia do pełni zjednoczenia dwóch światów, wzajemnym ubogacaniem i przenikaniem, a dla sporej części staje się początkiem końca, końca wspólnych marzeń, wspólnych problemów ale i wspólnych nadziei… Dlaczego? Czy to los paskudnie z nich zadrwił, czy też sami przeoczyli coś, o czym powinni byli pomyśleć zanim decyzja zapadła ostatecznie? Czy zresztą rzeczywiście świadomi byli zakresu praw i obowiązków, które dobrowolnie w chwili ślubu na siebie przyjęli? Czy faktycznie uzmysłowili sobie, iż tekst przysięgi małżeńskiej nie jest jedynie ozdobnym elementem ceremonii, lecz jak najbardziej rzeczywistym, dosłownym i zobowiązującym przyrzeczeniem?

Przysięga małżeńska w całości brzmi: "Ja N., biorę Ciebie N. za żonę (męża) i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz, że Cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż, Panie Boże Wszechmogący, w Trójcy Jedyny i wszyscy święci."

Po rozłożeniu na poszczególne człony możemy poddać ja wspomnianej analizie: „Oraz, że Cię nie opuszczę aż do śmierci” — fragment ten zawiera w sobie głębokie pragnienie bliskości, współobecności wybranego świadomie współmałżonka wyraźnie ukierunkowane na tę właśnie osobę. Chociaż tutaj jednak o coś więcej niż o prostą obecność. Mamy być ze sobą na dobre i na złe. Nie powinniśmy poddawać małżeństwa ciężkiej próbie dłuższej rozłąki w imię jakiegoś dobra, np. w celach zarobkowych, tak niestety ostatnio rozpowszechnionej. Jest to szczególnie ważne dla małżeństw z niedługim stażem. Tylko bowiem przebywając ze sobą mogą oni budować swoją wspólnotę, uczyć się wzajemnie komunikacji, poznawać siebie i umacniać powstałe już pozytywne relacje.

Rzecz w tym więc, by być blisko we wszystkich sprawach wielkich i małych każdego dnia; być niejako „pod ręką”, w razie gdyby nasza obecność była oczekiwana, pożądana lub wręcz potrzebna współmałżonkowi w danym momencie. Nie opuszczać, być blisko to również dbać o rozwijanie poczucia wzajemnej bliskości i zaufania. Jest to szczególnie cenne zwłaszcza wobec najbardziej dosłownej bliskości wyrażonej w małżeńskim akcie zespolenia seksualnego, który dla innej harmonii wymaga bliskości uczuciowej aż do granicy zatracenia się w sobie. Być blisko siebie nie zawsze jednak oznacza być sobie bliskim. Wiemy bowiem jak pomimo fizycznej obecności można coraz bardziej się od siebie oddalać…

Ślubując sobie wierność — potwierdzamy wyłączność naszego wyboru. Jeśli nasza miłość jest autentyczna i dojrzała, pragniemy przeżywać ją bez reszty. Takiego całkowitego oddania wymaga zresztą tak wyjątkowy rodzaj wzajemnego zbliżenia, jaki omawialiśmy. Jeśli ma to być silne, intensywne, satysfakcjonujące przeżywanie, próby łamania tej wyłączności muszą odbić się na jakości takiej relacji, powodując jej spłycenie, powierzchowność i w efekcie rozczarowanie. Przyrzekając wierność musimy być świadomi, że chodzi o to, iż może istnieć tylko jedna, jedyna taka osoba, z którą mamy niepodzielnie przeżywać świat naszych najtajniejszych myśli, do niej kierować najintymniejsze uczucia, z nią dzielić mnóstwo spraw, codziennych działań. Mamy być lojalni względem siebie we wszystkich, również seksualnych gestach i działaniach, a co więcej: nawet w myślach nie powinniśmy występować przeciwko współmałżonkowi.

Wymóg tak rozumianej wierności nakłada się niejako na kolejny człon przeżywania małżeńskiego, tzw. uczciwość małżeńską rozumianą jako empatię czyli współodczuwanie. Nie chodzi tu jednak wyłącznie o to, aby współmałżonek solidaryzował się z nami wobec innych osób, lecz aby całym swoim sercem działał dla dobra wspólnoty. Poczucia szczęścia i satysfakcji ma nam dostarczyć świadomość, iż obdarzany naszą miłością współmałżonek jest szczęśliwy. Mamy więc uczciwie postępować tak, aby dobro i szczęście naszej żony czy naszego męża było celem nadrzędnym wszelkich naszych poczynań. Nie można tego realizować bez otwartej, jasnej, szczerej, pełnej zrozumienia komunikacji. Uczciwość małżeńska to znaczy również ujawnić partnerowi swoje uczucia względem niego oraz emocje dotyczące rodziny, znajomych i innych problemów a także we wszystkich sprawach starać się wczuwać w sytuację współmałżonka i na dane zagadnienie starać się spojrzeć z jego właśnie punktu widzenia.

Wszystko to jest niezbędne, aby mogła rozwijać się miłość, która przywiodła narzeczonych do ołtarza. To ona jest jednocześnie przyczyną i efektem naszej wyłącznej więzi, opartej na potrzebie bliskości, rozumiejącej osobę kochaną i obdarowującą ją wszystkimi swoimi myślami, uczuciami, wiedzą, i tym co posiada.

Tak sformułowana przysięga małżeńska stanowi idealną listę pożądanych do osiągnięcia szczęścia postulatów. Odnosi się nawet wrażenie, że swoją naiwnością przypomina listy z życzeniami, które dzieci pisują co roku do Świętego Mikołaja…

Jednak… tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący, w Trójcy Jedyny i wszyscy święci — to nie zaklęcie, lecz gorąca prośba skierowana do Boga, aby pomógł nam przezwyciężyć ułomność naszej ludzkiej natury, byśmy w miarę swoich możliwości mogli realizować jak najpełniej to nasze małe szczęście we dwoje. Badania M. Braun — Gałkowskiej m.in. wskazały na ciekawą i pouczającą zależność, iż bardziej zadowoleni z małżeństwa są małżonkowie, którzy uważają swój związek za nierozerwalny.

Prawdopodobnie, gdy jesteśmy przekonani, że niezależnie od tego co się wydarzy będziemy razem do końca życia, czynimy wszystko, aby to nasze wspólne życie stało się, choćby drogą wielu ustępstw, poświęceń i kompromisów, jak najbardziej satysfakcjonujące lub uszczęśliwiające. Brak takiego przeświadczenia stwarza pokusę zerwania związku, gdy pojawią się trudności i sytuacje konfliktowe. Ucieczka taka jest złudna. Zmieniamy wprawdzie partnera lecz pozostajemy ze starym problemem. Nie możemy uciec od tego co tkwi w nas samych. Należało by raczej zmienić swoje wnętrze, rozwijać pozytywne cechy, uczyć się sztuki prawidłowego kontaktu, rozwiązywania sporów porozumiewania w sferze kontaktów intymnych…

Kapłaństwo

Czym jest sakrament święceń?

Kapłaństwo jest sakramentem, dzięki „któremu posłanie, powierzone przez Chrystusa Apostołom, nadal jest spełniane w Kościele aż do końca czasów (Katechizm Kościoła Katolickiego, p. 1536).

Chrzest, bierzmowanie i Eucharystia są sakramentami wtajemniczenia chrześcijańskiego. Na nich opiera się powołanie do świętości i do apostolstwa. Te sakramenty udzielają Ducha do życia według powołania, aby po zakończeniu ziemskiej pielgrzymki osiągnąć niebo.

„Dwa inne sakramenty: święcenia (kapłaństwo) i małżeństwo są nastawione na zbawienie innych ludzi” (p. 1534). Służą do budowania Królestwa Bożego na ziemi. Przez służbę innym uświęcają tego, kto przyjmuje te sakramenty.

Chrzest i bierzmowanie konsekrują do kapłaństwa wspólnego. Ci, którzy zostają wyświęceni, konsekrowani, w imieniu Chrystusa karmią Kościół słowem i łaską Bożą (por. p. 1535).

Katechizm tak definiuje udział w Chrystusowym kapłaństwie przez święcenia; kapłaństwo wspólne jest udziałem tych, którzy zostali ochrzczeni i bierzmowani: „Sakrament święceń jest sakramentem, dzięki któremu posłanie, powierzone przez Chrystusa Apostołom, nadal jest spełniane w Kościele aż do końca czasów. Jest to więc sakrament posługi apostolskiej. Obejmuje on trzy stopnie: episkopat, prezbiterat i diakonat” (p. 1536).

Święcenia biskupie i święcenia prezbiteriatu są dwoma stopniami uczestnictwa w kapłaństwie Chrystusa, natomiast święcenia diakonatu nie dają udziału w służebnym (hierarchicznym) kapłaństwie, ale są to święcenia „dla posługi” (p. 1569).

Chrystus jest Jedynym, Najwyższym Kapłanem Nowego i Wiecznego Przymierza, który — przyjmując ludzką naturę — stał się Pośrednikiem między Ojcem niebieskim a ludźmi i złożył na Krzyżu ofiarę pojednania za zbawienie świata.

Kapłaństwo Starego Testamentu

Przez sakrament święceń ochrzczony zostaje włączony do stanu biskupów, prezbiterów i diakonów. Nie jest to wybór, delegacja, ustanowienie przez wspólnotę wierzących, lecz akt sakramentalny, który udziela Ducha Świętego, dla wykonywania „świętej władzy”. Ta władza pochodzi od samego Chrystusa, udzielana przez pośrednictwo Kościoła. Ten sakrament określany jest też słowem „konsekracja”, ponieważ w pewien sposób wyłącza chrześcijanina, a zarazem w nowy sposób wiąże z Chrystusem i Kościołem. Widzialnym znakiem konsekracji jest włożenie rąk biskupa na głowę kandydata.

Zapowiedzią kapłaństwa Nowego Testamentu było kapłaństwo Aarona i posługa lewitów. Bóg wybrał jedno z dwunastu pokoleń, pokolenie Lewiego, i przeznaczył je do służby liturgicznej. Kapłani zostali ustanowieni „dla ludzi … w sprawach odnoszących się do Boga, aby składali dary i ofiary za grzechy” (Hbr 5,1). Lewici głosili słowo Boże, prowadzili Izraelitów do Boga przez modlitwę i ofiary. Nie mogli jednak dokonać ostatecznego uświęcenia (por. Hbr 5,3); tego mogła dokonać jedynie ofiara Chrystusa, Syna Bożego, który stał się człowiekiem i umarł na krzyżu dla naszego zbawienia.

Wszystkie zapowiedzi Starego Testamentu wypełniły się w Jezusie Chrystusie, „jedynym pośredniku między Bogiem a ludźmi” (1 Tm 2,5).

Sakrament Pokuty

Jak jest nazywany?

Nazywa się go sakramentem pokuty, ponieważ jest osobistą i sakramentalną drogą nawrócenia, skruchy, wyznania grzechów i zadośćuczynienia.

Nazywa się go sakramentem nawrócenia, ponieważ urzeczywistnia w sposób sakramentalny nawrócenie do Boga, drogę powrotu do Ojca, od którego człowiek oddalił się przez grzech. Nazywa się go sakramentem przebaczenia, ponieważ przez sakramentalne rozgrzeszenie wypowiedziane słowami kapłana Bóg udziela penitentowi „przebaczenia i pokoju”.

Nazywa się go sakramentem pojednania, które dokonuje się pomiędzy grzesznym penitentem a miłosiernym Ojcem.

Najczęściej nazywany jest spowiedzią, ponieważ oskarżenie – spowiedź z grzechów przed kapłanem jest istotnym elementem tego sakramentu. Stwierdzenie: byłem u spowiedzi znaczy przystąpiłem do sakramenty pokuty.

Od grzechu do pojednania

Grzech jest przede wszystkim obrazą Boga, zerwaniem jedności z Nim. Narusza on równocześnie komunię z Kościołem. 
Tylko Bóg przebacza grzechy. Ponieważ Jezus jest Synem Bożym, mówi o sobie: „Syn Człowieczy ma na ziemi władzę odpuszczania grzechów” (Mk 2, 10), i wykonuje tę Boską władzę: „Odpuszczone są twoje grzechy”. Ponadto, na mocy swego Boskiego autorytetu, Jezus daje tę władzę ludziom, by ją wykonywali w Jego imieniu.

Wykonywanie władzy odpuszczania grzechów powierzył jednak Chrystus władzy apostolskiej, której została zlecona „posługa jednania” (2 Kor 5,18).

Władzę odpuszczania wszystkich grzechów „w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego” mają na mocy sakramentu święceń biskupi i prezbiterzy.

Udzielając sakramentu pokuty, kapłan wypełnia posługę Dobrego Pasterza, który szuka zagubionej owcy; posługę dobrego Samarytanina, który opatruje rany; Ojca, który czeka na syna marnotrawnego i przyjmuje go, gdy powraca; sprawiedliwego Sędziego, który nie ma względu na osobę i którego sąd jest sprawiedliwy, a równocześnie miłosierny.

Cała skuteczność sakramentu pokuty polega na przywróceniu nam łaski Bożej i zjednoczeniu nas z Bogiem. Celem i skutkiem tego sakramentu jest więc pojednanie z Bogiem.

Po spowiedzi wstępuje w penitenta pokój i pogoda sumienia wraz z wielką pociechą duchową. Sakrament pojednania przynosi prawdziwe „zmartwychwstanie duchowe”, przywraca jedność z Kościołem, naprawia zerwaną więź z najbliższym i umacnia nas duchowo.

Modlitwa przed spowiedzią

Duchu Święty oświeć mój rozum, abym poznał moje grzechy, a szczególnie wszystkie grzechy śmiertelne, ich liczbę i okoliczności.

Porusz moje serce, abym za grzechy szczerze żałował.

Umacniaj we mnie szczere pragnienie poprawy, abym na przyszłość unikał wszystkich grzechów i okazji do nich.

Pobudź moją wolę, abym moje grzechy pokornie, odważnie i z żalem serca wyznał.

Spraw Panie, abym się szczerze przygotował do spowiedzi, z Tobą się pojednał i dostąpił Twojego pokoju.

Proszę Cię o to przez Jezusa Chrystusa, Pana i Zbawiciela naszego. Amen.


PRZYGOTOWANIE DO SPOWIEDZI

Tradycyjnie mówimy o pięciu warunkach dobrej spowiedzi. Są to:

  1. Rachunek sumienia
  2. Żal za grzechy
  3. Mocne postanowienie poprawy
  4. Wyznanie grzechów
  5. Zadośćuczynienie Panu Bogu i bliźniemu.

Poniżej bliższe informacje i pomoc w osobistym przygotowaniu do sakramentu pokuty:

[1] Rachunek sumienia

Przychodząc do spowiedzi trzeba zastanowić się, przypomnieć sobie i uświadomić grzechy popełnione od ostatniej spowiedzi, aby potem móc wzbudzić w sobie żal za grzechy i postanowienie poprawy. Dlatego spowiedź zawsze trzeba rozpocząć od dobrego rachunku sumienia.

Rachunek sumienia dobrze jest poprzedzić modlitwą do Ducha Świętego.

Modlitwa przed rachunkiem sumienia

Ojcze niebieski! Oto ja, grzeszne dziecko Twoje, przystępuję do Ciebie z całą pokorą serca, aby uprosić Twoje przebaczenie. Pragnę oczyścić moją duszę z licznych grzechów, którymi Cię obraziłem. Chcę odprawić dobrą spowiedź świętą i z Twoją pomocą szczerze się poprawić. Ześlij Ducha świętego do serca mego i wspomóż mnie swoją łaską.

Przyjdź Duchu Święty, oświeć mój rozum, abym grzechy swoje dokładnie poznał, wzrusz moją wolę, abym za nie serdecznie żałował, szczerze się z nich wyspowiadał i stanowczo się poprawił.

O Maryjo, Ucieczko grzesznych, wstawiaj się za mną! Święty Aniele Stróżu, święty mój Patronie, wyproście mi łaskę dobrej spowiedzi świętej. Amen.

Ojcze nasz… Zdrowaś Maryjo…

Sposób przeprowadzenia rachunku sumienia

Po modlitwie jest czas na przypomnienie sobie wszystkich grzechów, którymi od ostatniej spowiedzi Boga się obraziło. Chodzi przede wszystkim o grzechy ciężkie. Pomocą w tym może być gotowy rachunek sumienia, jaki znaleźć może w niejednej książeczce do nabożeństwa.

„Do przyjęcia sakramentu pokuty należy przygotować się przez rachunek sumienia, przeprowadzony w świetle słowa Bożego. Najbardziej nadają się do tego teksty, których należy szukać w katechezie moralnej Ewangelii i Listów Apostolskich: w Kazaniu na Górze i pouczeniach apostolskich /Katechizm Kościoła Katolickiego, 1454/.

W rachunku sumienia należy poznać:

  1. Liczbę i rodzaj grzechów ciężkich
  2. Grzechy powszednie i grzechy zaniedbania
  3. Grzechy popełnione w uczynkach, słowami oraz myślą, pragnieniem i  wyobrażeniem
  4. Grzechy popełnione przez nie zachowanie poszczególnych przykazań Bożych, kościelnych oraz zakazów i nakazów wypływających z życia społecznego
  5. Grzechów popełnione przeciw Bogu, ale także przeciw ludziom i własnej osobie, własnemu życiu i zdrowiu
  6. Grzechy związane z własną pracą, zawodem, urzędem czy stanowiskiem
  7. Grzechy związane z życie małżeńskim, rodzinnym, sąsiedzkim

Rachunek sumienia ma na celu pomóc poznać samego siebie, ocenić siebie i to w świetle Ewangelii, Chrystusowego Krzyża, przykazań Bożych, obowiązków oraz moralności chrześcijańskiej. Na rachunku sumienia trzeba mi poznać swoje zaniedbania, niedoskonałości, niewierności, niewykorzystanie czasu i okazji do dobrego, itp..

Rachunek sumienia musi objąć całe nasze życie, a nie tylko jakiś jego wycinek. Wiadomo, że inny będzie rachunek sumienia dziecka, inny młodzieńca, inny osoby duchownej i zakonnej, a jeszcze inny dorosłych: ojców i matek, urzędników, rzemieślników czy zwyczajnego kierowcy samochodowego.

Na rachunek sumienia przed spowiedzią trzeba sobie umieć znaleźć czas i spokój. W tym celu trzeba się głęboko zastanowić, wejść w siebie i jeszcze raz przypomnieć sobie pewne zdarzenia z których wyszedłem z grzechem. Pośpiech, powierzchowność i brak wnikliwości jest pierwszym wrogiem rachunku sumienia. Nie może być tak, że penitent przychodzi do kościoła i od razu, bez rachunku sumienia i dalszego przygotowania przystępuje do spowiedzi, zakładając, że na spowiedzi coś powie. Spowiedź św. to wyznanie własnych grzechów, zaś wyznać można tylko te, które są znane i które zostały przypomniane.

W rachunku sumienia należy zwrócić uwagę nie tylko na grzechy zewnętrzne, ale także na wewnętrzne, popełnione w myślach, pragnieniach, pożądaniach, wyobraźni, itp.

Rachunek sumienia nie jest rozliczaniem się niewolnika z panem, oskarżonego z sędzią, ucznia z nauczycielem., ale stawaniem przed Bogiem, przed Prawdą, przed swoimi grzechami.

Rachunek sumienia przed spowiedzią dla dorosłych

Pytania wstępne

Jestem (np. zamężna, żonaty, matką, ojcem, rozwiedziona, rozwiedziony, osobą samotną …)

Moja ostatnia spowiedź była ….

Czy na ostatniej spowiedzi nie zapomniałem i nie zataiłem grzechu ciężkiego?

Czy odprawiłem zadaną pokutę i naprawiłem wyrządzoną krzywdę?

 

I Przykazanie Boże „Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną”

Opuszczałem codzienną modlitwę.

Przez dłuższy czas w ogóle się nie modliłem.

Wątpiłem o prawdach wiary.

Publicznie krytykowałem prawdy wiary.

Wstydziłem się swojej wiary.

Zaparłem się wiary (w jaki sposób?).

Nie starałem się o pogłębienie wiedzy religijnej przez słuchanie kazań, czytanie czasopism i książek religijnych.

Nie ufałem Bogu.

Narzekałem na Pana Boga.

Poddawałem się rozpaczy i zwątpieniu.

Wierzyłem w zabobony, wróżby, horoskopy, uczestniczyłem w seansach spirytystycznych, uprawiałem magię.

Znieważyłem osoby duchowne oraz miejsca i rzeczy poświęcone (kościoły, cmentarze krzyże, obrazy itp.).

Przeszkadzałem drugim w spełnianiu praktyk religijnych (w rodzinie, w pracy zawodowej).

Bardziej niż do Boga byłem przywiązany do pieniędzy, rzeczy materialnych, wygody, przyjemności, sportu, zaniedbując przez to własne życie duchowe, religijne i moralne.

 

II Przykazanie Boże „Nie będziesz brał imienia Pana Boga twego nadaremnie

Wymawiałem imiona święte bez uszanowania, w żartach, gniewie.

Bluźniłem przeciw Bogu i Świętym.

Nie dotrzymałem przysięgi ślubu złożonego Bogu.

Przysięgałem niepotrzebnie, złożyłem fałszywą przysięgę.

Świętokradzko przystępowałem do sakramentów św., (których?).

Przeklinałem (dzieci, pracę, bydło i innych).

 

III Przykazanie Boże „Pamiętaj, abyś dzień święty święcił

W niedzielę i święta nakazane z własnej winy, lenistwa, zaniedbania opuściłem Mszę św. (ile razy?)

Spóźniłem się na Mszę św..

We Mszy św. nie brałem czynnego udziału (wspólna modlitwa, śpiew, słuchanie słowa Bożego, zwracanie uwagi na poszczególne części Mszy św.).

Bez koniecznej potrzeby w niedzielę i święta ciężko pracowałem, robiłem zakupy.

Znieważyłem dzień święty przez pijaństwo i udział w grzesznych zabawach i rozrywkach.

Nie poświęciłem wolnego czasu rodzinie, rodzicom, chorym.

Nie starałem się o wytworzenie religijnej atmosfery w rodzinie w niedziele i święta.

Nie bratem udziału w nabożeństwach i w życiu parafialnym (gorzkie żale, droga krzyżowa, nabożeństwa majowe, czerwcowe, różańcowe, Wielki Tydzień, misje, rekolekcje, procesje).

 

IV Przykazanie Boże „Czcij ojca twego i matkę swoją”

Obowiązki względem rodziców:

Rodzicom swoim nie okazywałem miłości i szacunku, nie modliłem się za nich, nie pamiętałem o nich w rocznicę śmierci.

Odnosiłem się do rodziców w sposób ubliżający, kłóciłem się z nimi, mówiłem o nich źle.

Nie pomagałem im, gdy byli w potrzebie.

Żyję w niezgodzie z rodzeństwem i krewnymi.

Obowiązki rodziców:

Nie dbałem o moralne i religijne wychowanie moich dzieci i z mojej winy opuszczały one modlitwę, Mszę św. w niedziele i święta, uczęszczanie na lekcje religii, przyjmowanie sakramentów św..

Nie dawałem im dobrego przykładu w spełnianiu obowiązków religijnych, w pracy zawodowej, współżyciu z sąsiadami, w życiu rodzinnym itp..

Nie poświęcałem dzieciom czasu, nie interesowałem się ich problemami.

Nie kochałem i nie traktowałem ich jednakowo.

Byłem niesprawiedliwy w karaniu.

Rozpieszczałem swoje dzieci przez spełnianie wszystkich ich zachcianek.

Od dzieci nie wymagałem odpowiedniego szacunku dla rodziców, kapłanów, nauczycieli, ludzi starszych.

Nie było między nami (mężem i żoną) współpracy w wychowaniu dzieci.

Wtrącałem się w życie małżeńskie swoich dorosłych dzieci, powodując konflikty rodzinne.

 

V Przykazanie Boże „Nie zabijaj”

Szkodziłem sobie na zdrowiu przez nadmiar jedzenia, picia, zwłaszcza alkoholu, palenie tytoniu, przeciążenie pracą, lekceważenie potrzeby snu, wypoczynku.

Narażałem swoje zdrowie i życie oraz bliźnich przez prowadzenie pojazdu mechanicznego w stanie nietrzeźwym, przekraczanie przepisów bezpieczeństwa na drodze i w pracy.

Brałem narkotyki lub inne środki odurzające.

Usiłowałem popełnić samobójstwo.

Życzyłem sobie lub bliźnim śmierci.

Zabiłem człowieka.

Przerwałam ciążę (zabiłam własne dziecko), namawiałem do tego, współdziałałem w aborcji.

Pobiłem bliźniego, okaleczyłem go, szukałem zemsty, gardziłem nim.

Odmówiłem bliźniemu pomocy.

Cieszyłem się z jego niepowodzeń i nieszczęść.

Żywię do bliźnich nienawiść, niechęć, złość.

Wyśmiewałem się z bliźniego, przezywałem go.

Nie modliłem się za bliźnich, za błądzących, za nieprzyjaciół, za osobistych wrogów.

Nie przebaczyłem mu w sercu swoim.

Nie upominałem błądzących.

Nie odwiedzałem chorych.

Nie pomagałem biednym.

Nie pocieszałem smutnych.

Nie podnosiłem na duchu wątpiących.

Krzywdziłem zwierzęta.

Niszczyłem drzewa i kwiaty, zaśmiecałem parki, lasy, góry, rzeki i drogi.

 

VI i IX Przykazanie Boże „Nie cudzołóż

„Nie pożądaj żony bliźniego twego”

Miałem upodobanie w myślach, wyobrażeniach i pragnieniach nieskromnych i nieczystych.

Czytałem podniecające książki i czasopisma, przekazywałem je innym

Oglądałem filmy erotyczne, wchodziłem na internetowe strony pornograficzne.

Prowadziłem nieprzyzwoite rozmowy, opowiadałem sprośne kawały.

Popełniłem grzech nieczysty z samym sobą: samogwałt, masturbacja, onanizm (ile razy?).

Współżyłem seksualnie z drugą osobą (ile razy?).

Popełniałem inne uczynki nieczyste z inną osobą.

Popełniłem grzech nieczysty z osobą tej samej płci: homoseksualizm, miłość lesbijska, (ile razy?).

Popełniłem grzech nieczysty w myślach, marzeniach, wyobrażeni, pragnieniach.

Namawiałem i dawałem innym okazję do grzechu nieczystego w ubiorze, zachowaniu się oraz przez brak skromności i wstydu.

Nie dochowałem wierności małżeńskiej, zdradziłem żonę, męża (ile razy?).

Współżyliśmy w sposób grzeszny, nieczysty, nadużywając praw sakramentu małżeńskiego.

 

VII i X Przykazanie Boże „Nie kradnij”, „Nie pożądaj domu bliźniego twego ani żadnej rzeczy, która jego jest”

Kradłem, przywłaszczyłem sobie cudzą rzecz (prywatną, społeczną, jakiej wartości), owoce cudzej pracy lub zasługi innego człowieka.

Zabierałem innym czas, zmuszając ich do czekania na siebie.

Wyrządziłem szkodę innym przez własne lenistwo, niedotrzymanie umowy, ustalonych terminów.

Zatrzymałem rzecz znalezioną, pożyczoną.

Nie oddawałem długu w terminie.

Kupiłem rzecz skradzioną.

Pozwoliłem się przekupić.

Zniszczyłem cudzą własność.

Oszukałem bliźniego w handlu, na mierze, na wadze, w jakości towaru.

Byłem chciwy, zazdrosny, skąpy.

Działałem w organizacjach przestępczych, mafijnych, wymuszałem okup, korzyści majątkowe.

Niesprawiedliwie wynagradzałem pracowników

Pominąłem pracowników w awansie.

Zmuszałem podwładnych do pracy ponad siły.

 

VIII Przykazanie Boże „Nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu twemu”

Kłamałem, obmawiałem, plotkowałem, oczerniałem, kłóciłem się, posądzałem.

Wyrządzałem krzywdę swoim mówieniem, donosicielstwem, intrygami, obłudą, przysięganiem się, krytyką, naśmiewaniem się.

Przeklinałem, wyrażałem się wulgarnie.

 

Przykazania kościelne

W ostatnim roku nie przystąpiłem do spowiedzi.

W ostatnim roku nie przystąpiłem do Komunii św..

Nie zachowałem nakazanych postów w Środę Popielcową i Wielki Piątek oraz wstrzemięźliwości od pokarmów mięsnych w każdy piątek tygodnia.

W czasie zakazanym, w piątki i Wielkim Poście brałem udział w zabawach tanecznych.

Nie troszczyłem się o potrzeby duchowe i materialne Kościoła, diecezji, parafii, nie byłem wielkoduszny i ofiarny w materialnym wspieraniu działalności ewangelizacyjnej, charytatywnej oraz utrzymania instytucji kościelnych, seminarium duchownego, uczelni katolickich.

Przychodząc do spowiedzi w Kaplicy Wieczystej Adoracji najpierw uklęknij, uświadom sobie obecność Boga, wycisz się, wejdź w ducha modlitwy i skupienia.

Do sakramentu Pokuty zawsze przestępujemy przygotowani: rachunek sumienia, żal za grzechy, postanowienie poprawy.

Spowiadamy się w poczuciu własnego grzechu, powoli, szeptem, w ten sposób, aby spowiednik wszystko usłyszał.

Po usłyszeniu formuły rozgrzeszenia odpowiadamy: „Amen”.

Na słowa spowiednika: „Wysławiajmy Pana bo jest dobry”, odpowiadamy: „Bo Jego miłosierdzie trwa na wieki”.

Na czas spowiedzi mamy wyłączony telefon komórkowy.

Po spowiedzi zatrzymujemy się w kaplicy na modlitwę, i o ile to możliwe wypełniamy zadaną pokutę.

 

[2] Żal za grzechy

Prawdziwość pokuty nawrócenia i owocność sakramentu w dużej mierze zależy od szczerego żalu za grzechy, który jest skruchą serca i obrzydzeniem sobie grzechu.

Prawdziwość pokuty nawrócenia i owocność sakramentu w dużej mierze zależy od szczerego żalu za grzechy, który jest skruchą serca i obrzydzeniem sobie grzechu.

Czym jest, a czym nie jest żal za grzechy? Jakie są istotne elementy żalu za grzechy? Kiedy żal za grzechy jest dobry, doskonały, a kiedy niedoskonały, bądź w ogóle go nie ma? Za jakie grzechy mamy żałować? Jak długo mamy żałować? Dlaczego żal za grzechy jest tak ważny w sakramencie pokuty i przebaczeniu grzechów?

Żal za grzechy nie wyraża się tylko słowami. Żal za grzechy to nie uczucie, wzruszenie, łzy, płacz, wstyd. Z różnych motywów i w różny sposób można żałować. Żal za grzechy nie jest tylko i wyłącznie kwestią emocji. Żal emocjonalny jest często wyrazem żalu do samego siebie: „Jak mogłem coś takiego zrobić? Postąpiłem głupio…”. Może też być żal ze strachu, żal ze wstydu. Wielu żałuje, bo sprawa wyszła na jaw, bo im wstyd, przykro. Żałują, bo muszą ponieść konsekwencje swego czynu, grzechu. Złodziej żałuje, bo został schwytany, małżonek żałuje, bo uderzył żonę.

Jest to żal z pobudek doczesnych, ludzkich. Właściwy i prawdziwy żal za grzechy ma być przeżywany w odniesieniu do Boga, jest z pobudek nadprzyrodzonych, z miłości do Boga. To nie kilka słów przeproszenia pospiesznie Panu Bogu powiedzianych, np. Panie Boże żałuję za grzechy, bardzo Cię przepraszam.

Żal za grzechy to coś więcej. To wewnętrzna skrucha, upokorzenie się. To ból serca i duszy. Dusza boleje. Ciało w grzechu odnosi pewną korzyść i przyjemność, ale dusza największą ponosi szkodę.

Żal za grzechy to jakaś odraza do grzechu i ból duszy, czyli ból wewnętrzny, duchowy. Dusza boleje, a nie ciało. Ciało często w grzechu znajduje przyjemność i korzyść. Jest to boleść z powodu popełnionego grzechu. Człowiek żałuje, że zgrzeszył, upadł, utracił łaskę Bożą, samego Boga. Żałuje, bo przez grzech odszedł od Boga, wzgardził Bogiem, nie posłuchał Go. Żałuje, że grzechem obraził swego najlepszego Stwórcę, Przyjaciela i Dobroczyńcę – Boga. Żałuje, że Go skrzywdził, zasmucił i był Mu nieposłuszny.

Jeden z faryzeuszów zaprosił Go do siebie na posiłek. Wszedł więc do domu faryzeusza i zajął miejsce za stołem. A oto kobieta, która prowadziła w mieście życie grzeszne, dowiedziawszy się, że jest gościem w domu faryzeusza, przyniosła flakonik alabastrowy olejku, i stanąwszy z tyłu u nóg Jego, płacząc zaczęła łzami oblewać Jego nogi i włosami swej głowy je wycierać. Potem całowała Jego stopy i namaszczała je olejkiem (Łk 7,36-38).
Komentarz do Biblii Tysiąclecia zaznacza, że owa kobietą nie była ani Maria Magdalena, a tym mniej Maria z Betanii, czyli siostra Marty i Łazarza. Kim była ta kobieta i co skłoniło ją do takie pokory? Która z kobiet uczyniłaby to, co ona? Przyszła do Jezusa i płakała. Łzami oblewała Jego stopy i włosami swej głowy je wycierała. Potem całowała Jego stopy i namaszczała je olejkiem. Faryzeuszowi to się nie podobało. „Gdyby On był prorokiem, wiedziałby, co za jedna i jaka jest ta kobieta, która się Go dotyka, że jest grzesznicą” (Łk 7,39). Ewangelista mówi, że prowadziła w mieście życie grzeszne. Nie znamy jej grzechów. Wystarczy nam wiadomość, że prowadziła grzeszne życie. Jest to grzesznica, ale nawrócona grzesznica, żałująca grzesznica, pokutująca grzesznica. Jej płacz, łzy, całowanie stóp, włosy i namaszczenie olejkiem są wyrazem żalu. „Odpuszczone są jej liczne grzechy, ponieważ bardzo umiłowała” (Łk 7,47).

Warunki żalu za grzechy

Pierwszym warunkiem żalu za grzechy jest poznanie własnego grzechu i uświadomienie sobie własnej winy, a co za tym idzie obrzydzenie grzechem i wstręt do grzechu. Człowiek żałuje, bo sam zgrzeszył i jest winien swego grzechu. Powtórzenie: „Moja wina, moja bardzo wielka wina”, czy „Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Bogu i względem ciebie, już nie jestem godzien nazywać się twoim synem” (Łk 15,21) jest pierwszym warunkiem żalu za grzechy.

Z tym wiąże się drugi warunek, a jest nim pokora, pokorne przyznanie się do swego grzechu. Nie ma żalu bez pokory. Jest pokora względem Boga, a wyraża się w przyznaniu się do własnego grzechu.

Niezbędnym warunkiem żalu za grzechy jest miłość Boga. Żal za grzechy jest wyrazem miłości Boga. Człowiek żałuje, bo jego grzech dotknął kogoś, kto go bardzo ukochał, kto za niego cierpiał, umarł i kto chce jego dobra.

Żal za grzechy najlepiej odprawia się pod krzyżem. Kto żałuje odczuwa skruchę.

Żal za grzechy najlepiej odprawia się przed tabernakulum, Najświętszym Sakramentem. Ten żałuje, kto miłuje. Katechizm Kościoła Katolickiego przypomina: „Wśród aktów penitenta żal za grzechy zajmuje pierwsze miejsce. Jest to „ból duszy i znienawidzenie popełnionego grzechu z postanowieniem niegrzeszenia w przyszłości” /KKK, 1451/.
Gdy żal wypływa z miłości miłowanego nade wszystko do Boga, jest nazywany „żalem doskonałym” lub „żalem z miłości”.

Może być także żal „niedoskonały”. Pojawia się on wówczas, gdy żałuje się z powodu skutków popełnionego, z powodu lęku przed wiecznym potępieniem i innymi karami, które grożą grzesznikowi (żal ze strachu).

Żal doskonały, to żal z miłości do Boga. Trudno zdobyć się na żal, jeśli słaba jest wiara, wystygłe życie religijne i brak świadomości grzechu. Czasami czujemy złość na siebie, wściekłość nas ogarnia, że zgrzeszyliśmy, ale to jeszcze nie jest żal za grzechy, bo nie ma tam miłości.

Jak powinien wyglądać żal za grzechy?

Należy żałować za wszystkie grzechy. Jeśli są tylko grzechy powszednie, lekkie, żal jest ogólny za wszystkie grzechy, ale za jeden czy drugi grzech należy żałować w szczególności. Jeśli były grzechy ciężkie, należy ogólnie żałować za wszystkie grzechy, ale za każdy grzech ciężki należy żałować z osobna. Za wszystkie popełnione grzechy mam żałować, ale za każdy grzech ciężki potrzebny jest jakby dodatkowy, osobny żal, bo jest to grzech wyjątkowy.
Jak długo należy żałować?

Żal jest wewnętrznym aktem człowieka. Jest to pewna duchowa czynność. Potrzeba tu pewnego czasu na wzbudzenie sobie żalu. Tak długo nie należy przystępować do wyznania grzechów dopóki nie było właściwego żalu za grzechy. Niekiedy trzeba czasu, uświadomienia sobie skutków grzechu, spojrzenia na swoje postępowanie w świetle krzyża Pańskiego. Czas żalu zależy od jego natężenia, przeżycia i wielkości grzechu. Jeżeli były grzechy poważne i liczne, żal też powinien być większy.

Trzeba umieć doświadczyć żalu za grzechy. Trzeba umieć przeżyć, doświadczyć i ukazać dowody swojego żalu za grzechy.

Ten żal nie przychodzi tak sam od siebie. Trzeba go w sobie wywołać, doświadczyć go, wzbudzić w sobie. W tym celu trzeba modlitwy, popatrzeć na krzyż, wejść w siebie, wsłuchać się w Ewangelię.

Żal wydobywa z człowieka ostatki dobra, nadzieję na miłosierdzie Boże. Kto żałuje, nie stracił jeszcze wszystkiego. Próbuje się podnieść, odmienić życie, nawrócić się. Kiedy człowiek żałuje, powraca do Boga. Penitent usposobiony do przyjęcia sakramentu pokuty, to penitent żałujący.

Dobry żal za grzechy prowadzi do nawrócenia, odmiany życia, postanowienia poprawy. Jeżeli po spowiedzi, po żalu za grzechy nie widać poprawy to należy wątpić w prawdziwość takiego żalu. Można być często u spowiedzi, można się szczegółowo i wprost skrupulatnie spowiadać, a efekt tego będzie mały. Może być dobry i świątobliwy spowiednik, ale kiedy brak dobrego żalu, postęp w dobrym będzie mało zauważalny.

Doskonały żal za grzechy jest warunkiem odpuszczenia grzechów w razie niemożności wyspowiadania się.

Do spowiedzi nie przystępujemy dopóki nie wzbudzimy sobie mocnego żalu za grzechu z miłości do Boga, do Chrystusa, bo grzech nasz obraził Bożą miłość i na tę miłość odpowiedział niewdzięcznością.

Jeżeli spowiednik zauważy, że penitent przystępuje do sakramentu zwyczajowo, jego obowiązkiem jest doprowadzić penitenta do żalu za popełnione grzechy.

[3] Postanowienie poprawy

Kolejnym momentem w przygotowaniu się do spowiedzi św. jest postanowienie poprawy. Za grzechy popełnione i to czego nie można już odwrócić żałujemy, ale aby się one już nie powtórzyły postanawiamy poprawę.

Postanowienie poprawy jest uzupełnieniem żalu za grzechy i jest potwierdzeniem jego prawdziwości. Jest ono ściśle związane z żalem za grzechy i musi z niego wynikać. Żal za grzechy odnosi się do przeszłości, do tego co było, co minęło, poszło w historię. Tego nie sposób już cofnąć, wymazać z pamięci, naprawić. Za wszystko co było złe żałuję, ale na przyszłość postanawiam poprawę. Postanowienie poprawy odnosi się zatem do przyszłości, do nadchodzących dni, sytuacji, zdarzeń. Kto naprawdę żałuje ten czyni mocne postanowienie poprawy.

Postanowienie poprawy to coś bardzo zdecydowanego. To coś więcej niż zdawkowa obietnica i przyrzeczenie typu: Panie Boże poprawię się, już nie będę. Ogólne życzenie, że „chciałbym być lepszy”, nie jest jeszcze postanowieniem poprawy.

Postanowienie poprawy jest wówczas, kiedy jest zdecydowana wola nie grzeszenia więcej, kiedy jest  wewnętrzne i zewnętrzne, konkretne i aktualne.

Musi być wewnętrzne. Nie wystarczy wypowiedzieć kilku słów: Panie Boże, poprawię się, już nie będę więcej. Trzeba mieć wewnętrzną i rzeczywistą wolę poprawy co wyraża się w tym, że naprawdę nie chcę więcej grzeszyć, popełniać tego grzechu. Chcę się zmienić, poprawić, nawrócić. Dalej tak ze mną nie może być. Muszę się stać innym człowiekiem: matką, ojcem, synem, córką, urzędnikiem, katolikiem, pracownikiem. Nie mogę przecież bez dalej tak żyć. Nie mogę bez końca trwać w tym grzechu. Nie mogę przystępować do sakramentu pokuty, Komunii św., a wciąż tak samo postępować. Nie mogę nadużywać łaski Bożej, Bożego miłosierdzia, sprzeciwiać się woli Bożej.

Jestem słaby, ale to nie znaczy, że już nic nie mogę ze sobą zrobić. Mam swoje przyzwyczajenia, nawyki, bądź nałogi, ale przecież z tego mogę wyjść. Nie mogę się wciąż nad sobą rozczulać, użalać, siebie dyspensować, tłumaczyć i usprawiedliwiać. Trzeba w końcu temu położyć koniec. Trzeba z tym zerwać. Trzeba to wszystko, co zostało popsute, zniekształcone, naprawić uzupełnić to, czego brakuje, a to co złe zastąpić dobrem. „Nie daj się zwyciężać złu, ale zło dobrem zwyciężaj” (Rz 12,21).

Postanowienie poprawy powinno mieć także wymiar zewnętrzny. Postanowienie poprawy ma na celu zerwanie z grzechem i dotychczasowym złym życiem. Jest ono mocne i szczere, unikamy nie tylko samego grzechu, ale i okazji do grzechu. Unikamy tego wszystkiego co prowadzi do grzechu, co stanowi pokusę do grzechu, ma związek z grzechem i do niego w jakikolwiek sposób prowadzi. Postanowienie poprawy szczere i mocne prowadzić musi do zerwania z grzechem, zerwania z przywiązaniem i upodobaniem do grzechu. Nie wydaje się, by ktoś postanowił poprawę, a trwał nadal w grzechu, szukał okazji do grzechu, nie odrzucał od siebie pokusy do grzechu. Kto postanawia poprawę, a nadal trwa w gniewie, szuka okazji do zemsty, obmowy i nie potrafi pomóc, ten nie postanawia poprawy. Postanowienie poprawy winno być konkretne. Chodzi o konkretne postanowienie, a nie o jakieś ogólne „poprawię się”. Trzeba umieć zdobyć się na wszystko, aby nie zgrzeszyć. Nie można chcieć, a w rzeczywistości nie chcieć postanowienia poprawy. Nie można tylko obiecywać i zakładać, że się tego nie zmieni. „Dobrymi chęciami jest wybrukowana droga do piekła”. Dobre chęci nie wystarczą, tu potrzebne jest mocne i zdecydowane postanowienie poprawy. Wszelka chwiejność i połowiczność jest zaprzeczeniem postanowienia poprawy. Zatem nie pójdę tam gdzie czyha na mnie grzech. Nie zrobię tego co stanowi dla mnie pokusę. Nie spotkam się z osobą, która jest mi okazją do grzechu. Nie dam się do grzechu namówić, wciągnąć, ani innych nie będę wciągał. Będę unikał tego wszystkiego, co stanowi dla mnie pokusę i bliskie niebezpieczeństwo popełnienia grzechu.

Postanowienie poprawy powinno być aktualne. Postanawiam poprawić się od dzisiaj, od zaraz, od tej spowiedzi. Nie mogę obiecywać sobie postanowienia poprawy. Nie mogę mówić sobie, że poprawę się od przyszłego tygodnia, od następnej spowiedzi, jak zmienię pracę, dopiero wtedy, gdy ta osoba wyjedzie. Postanowienie poprawy musi być aktualne. Od zaraz, od dzisiaj.

Jak pogodzić słabą wolę człowieka z postanowieniem poprawy? Może ktoś powiedzieć: ja nie wytrwam, to jest ponad moje siły, żyję już w takiej złożonej i trudnej sytuacji, że nic nie da się zmienić. Żyję w nieustannej bliskości grzechu i jak mam wytrwać? W tej właśnie chwili należy zrobić sobie postanowienie: „Wszystko mogę w tym, który mnie umacnia” (Fil 4,13). Dołożę jednak wszystkich sił, zrobię wszystko, na co mnie stać, będę liczył nie tylko na siebie, ale także na Boga, będę współpracował z łaską Bożą i coś musi się zmienić. Będę się więcej, pobożniej i goręcej modlił, przystępował lepiej przygotowany do sakramentów św., umartwiał moje zmysły, czytał pobożne książki, a resztę Bóg dokona.

Postanowienie poprawy nie jest żadnym ślubem, ani przysięgą. Nie jest także obietnicą i pobożnym życzeniem: chciałbym się poprawić, zmienić, nie grzeszyć. Postanowienie poprawy jest silnym aktem woli, szczerym i mocnym aktem woli uniknięcia grzechu i wszystkiego, co mnie do grzechu, prowadzi, z grzechem wiąże.

Postanowienie poprawy to coś bardzo zdecydowanego. Kto naprawdę pragnie się poprawić postanawia zerwać z tym wszystkim co do grzechu prowadzi. W tym postanowieniu nie będę sam. Mogę liczyć na pomoc łaski Bożej z którą trzeba mi współpracować.

Z wszystkich popełnionych grzechów mam się poprawić, ale z grzechów ciężkich przede wszystkim i za każdego grzechu ciężkiego z osobna pragnę się poprawić. Każdy grzech ciężki domaga się osobnego postanowienia poprawy.

Jeżeli mam tylko grzechy powszednie, to z wszystkich grzechów trzeba mi się poprawić, ale z jednego czy drugiego w sposób szczególny.

Mocne postanowienie poprawy to takie, w którym zawarta jest szczera intencja nie grzeszenia więcej, unikania grzechu, ale także okazji do grzechu i walki z pokusami. W szczerym postanowieniu poprawy widoczne jest zawierzenie i zdanie się na Boga oraz wyraźna i zdecydowana współpraca z łaską Bożą, natchnieniami Ducha Świętego i wszelka sposobnością czynienia dobrze. W tym postanowieniu nie będę sam. Mogę liczyć na pomoc łaski Bożej, z którą trzeba mi współpracować.

Wydaje się, że ogół chrześcijan zbyt małą uwagę przywiązuje do postanowienia poprawy. Sakrament pokuty musi prowadzić do odmiany życia, nawrócenia. Między jedną a następną spowiedzią musi być pewna zmiana na lepsze. Za sakramentami świętymi, łaską Bożą, musi iść silne postanowienie człowieka. Bóg nie nawróci, jeśli człowiek nie będzie się chciał nawrócić i nie uczyni wszystkiego by choć trochę swoje życie uczynić lepszym.

[4] Spowiedź, czyli wyznanie grzechów

Tak przygotowani przystępujemy do spowiedzi. Spowiedź to nie jest opowiadanie o grzechach, czy wyrzucenie z siebie grzechów. Spowiedź jest oskarżeniem się z grzechów, wyznaniem grzechów ze skruchą, pokorą, poczuciem winy i żalu.

Spowiedź św., czyli wyznanie grzechów, jest integralnym elementem sakramentu pokuty. Zewnętrzne oskarżenie się z grzechów jest wyrazem wewnętrznego żalu i nawrócenia. Spowiednik na podstawie otrzymanej władzy przyjmuje to wyznanie i mocą Bożego miłosierdzia w imieniu Chrystusa odpuszcza lub zatrzymuje grzechy.

Są ludzie, którzy dobrze rozumieją sakrament pokuty, traktują go poważnie, cenią i regularnie do niego przystępują; co miesiąc, dwa miesiące, z okazji uroczystości i świat kościelnych, religijnego święta rodzinnego, własnych imienin, urodzin i jubileuszu. Każde przystąpienie do spowiedzi św. wnosi w ich życie coś nowego. Ale są też i tacy, którzy na myśl o spowiedzi św. zaczynają się wewnętrznie buntować i czegoś obawiać.

Nie zrozumie się potrzeby i wartości spowiedzi, jeśli wpierw nie zrozumie się tego, czego dokonał i do czego doprowadził grzech.

Z grzechu wychodzi się przez sakrament pokuty. Chrystus staje się miłosiernym ojcem, który przebacza swemu marnotrawnemu synowi ponownie przywracając mu to, co przez grzech utracił. W sakramencie pokuty Chrystus jest dla Dobrym Pasterzem, który szuka zagubionej ewangelicznej owcy. Jest Barankiem Bożym, który gładzi nasze grzechy. Jest Przyjacielem, który na krzyżu własne życie oddaje za nasze grzechy. Sami sobie nie potrafimy odpuścić grzechów. Ktoś inny może darować mi dług pieniężny, może pomóc mi wydostać się z kłopotów materialnych, ale nikt oprócz Chrystusa nie może odpuścić mi grzechów. Nikt nie może odpuszczać grzechów tylko sam Bóg.

Przyjmując sakrament pokuty należy wyznać wszystkie popełnione od ostatniej spowiedzi grzechy śmiertelne (ciężkie). Gdyby ktoś wcześniej zataił taki grzech, koniecznie trzeba poinformować o tym spowiednika.

Grzechy wyznajemy zgodnie z prawdą nie dodając niczego co mogłoby wpłynąć na ich pomniejszenie lub powiększenie. Wyznajemy grzechy popełnione uczynkiem, słowem oraz pragnieniem, myślą i wyobraźnią. Kościół przypomina, że na spowiedzi wyznajemy wszystkie grzechy, które przypominamy sobie po dokładnym rachunku sumienia.

Wyznanie grzechów lekkich i ciężkich

Ważną umiejętnością zdrowego sumienia jest rozróżnienie między grzechem śmiertelnym (ciężkim) i powszednim (lekkim). Św. Jan pisze, że są grzechy, które sprowadzają śmierć, i takie, który nie sprowadzają śmierci (1J 5,16-17). Chodzi tu o śmierć duchową, czyli całkowitą utratę więzi z Bogiem w doczesności i w wieczności. 
Jeśli chodzi o grzechy ciężkie wierny dodatkowo obowiązany jest wyznać także ich liczbę i rodzaj. I jest bardzo słuszne. Grzechy ciężkie wyznajemy jako ciężkie, a powszednie jako powszednie. Zasiadający w konfesjonale kapłan nie zna penitenta ani jego grzechów, a penitent nie może sobie mówić, że resztę grzechów spowiednik powinien się domyślić.

Jak odróżnić grzechy ciężkie od lekkich? Jak rozpoznać grzech śmiertelny?

Aby zaistniał grzech ciężki potrzebna jest: materię, świadomość i dobrowolność.

Grzech ciężki dotyczy poważnej materii. Chodzi o takie czyny, które same w sobie są ciężkim wykroczeniem przeciwko Bożym przykazaniom, godzą wprost w Boga, przynoszą wielką szkodę innym lub osobie popełniającej ten grzech. Np. dobrowolne opuszczenie niedzielnej Mszy św. jest grzechem ciężkim jak przypomina Katechizm Kościoła Katolickiego /KKK 2181/.

Warto przy tym pamiętać, że wykroczenia przeciwko szóstemu przykazaniu zasadniczo zawsze są grzechami ciężkimi, a lekkimi mogą stać się jedynie przez brak świadomości czy dobrowolności popełnianego czynu.

Ciężka materia to wszystko to, co dotyczy życia i śmierci, w szerokim znaczeniu tych słów.

Określając ciężar grzechu, trzeba uwzględnić także jego okoliczności, np. czymś poważniejszym jest przemoc wobec rodziców niż wobec kogoś obcego /KKK 1858/, czymś poważniejszym jest kłamstwo, które może wpłynąć na niesprawiedliwy wyrok w sądzie, niż kłamstwo w błahej sprawie.

Grzech śmiertelny popełnia człowiek, gdy wykracza przeciw Bożemu prawu w poważnej sprawie (ciężka materia), w pełni świadomie i zupełnie dobrowolnie.

Aby grzech uznać za śmiertelny, musi zostać on popełniony z pełną świadomością. Człowiek wie o grzesznym charakterze czynu, ma pełną świadomość skali zła, a mimo to popełnia go.

Ostatnim warunkiem jest dobrowolność. Grzech śmiertelny popełnia ten, kto działa w sposób całkowicie wolny (bez przymusu, ani nie w wyniku jakiegoś silnego wzburzenia czy emocji). Grzechu ciężkiego nie popełnia się więc przypadkowo czy niechcący.

Grzech nazywamy ciężkim, jeśli te trzy wymienione warunki zaistniały łącznie (a nie np. tylko dwa z nich). Popełnienie grzechu ciężkiego powoduje, że katolik nie może bez spowiedzi przystępować do Komunii.

Liczba i rodzaj grzechu

Co innego jest popełnić jeden grzech ciężki, a co innego dziesięć grzechów ciężkich. Co innego jest opuścić jedną niedzielną Mszę św. z własnej winy, z zaniedbania czy lenistwa, a co innego opuścić dziesięć niedzielnych Mszy św.. Co innego jest popełnić ten sam grzech ciężki jeden raz, a co innego jest popełnić ten sam grzech ciężki dziesięć razy. Co innego jest ukraść coś na sumę 5 zł, a co innego na sumę 100 zł. Stanowi zupełnie inny rodzaj grzechu. 
Grzechy wyznajemy szczerze, z poczuciem winy, w wiarą w miłosierdzie Boże i poczuciem żalu, bez bojaźni, strachu i zatajenia.

Spowiednik powinien wiedzieć jakie penitent popełnił grzechy. Penitent ma się z nich oskarżyć. Nie może on zakładać, że pozostałych grzechów spowiednik powinien się domyślić. Spowiednik nie jest Duchem Świętym i nie prześwietli rentgenem penitenta. Nie ma też prawa posądzać penitenta o grzechu których on nie wyznał.

Tajemnica spowiedzi

W tym miejscu warto powiedzieć jeszcze dwa słowa na temat tajemnicy spowiedzi, bo często jest ona niezrozumiała. Nie ma spowiedzi publicznej – jak było to w pierwszych wiekach chrześcijaństwa. Spowiedź św. jest indywidualna, po cichu, na ucho i dzięki temu pozostaje czymś bardzo dyskretnym. Cała spowiedź, wszystkie wyjawione grzechy pozostają w tajemnicy sakramentalnej. Kościół zobowiązany jest do ścisłej sakramentalnej tajemnicy i jest ona „nienaruszalna”. Prawo Kanoniczne /Kan. 983,1/ postanawia, że spowiednikowi nie wolno zdradzić penitenta ani słowem, ani w jakikolwiek inny sposób, dla jakiejkolwiek przyczyny, ani w czymkolwiek
Ponadto spowiednikowi bezwzględnie zabrania się korzystania z wiadomości uzyskanych na spowiedzi, nawet wówczas, gdyby nie zachodziło niebezpieczeństwo wyjawienia. Jednym słowem spowiednikowi nie wolno nigdy korzystać z wiadomości pochodzących ze spowiedzi, a tajemnica spowiedzi obowiązuje tak wtedy, gdy mogłoby zachodzić niebezpieczeństwo wyjawienia, jak i wtedy gdyby go w ogóle nie było. To wszystko zapewnia wiernym wewnętrzny spokój wolność i swobodę.

Przychodząc do spowiedzi nie trzeba się czegokolwiek lękać, czy nawet wstydzić, bo wstyd w tym momencie jest nieuzasadniony Niejednokrotnie przyjdzie nam wyznać grzechy o których nikomu nic nie wiadomo, albo których sami się wstydzimy. Czynimy to z całą pokorą i poczuciem własnej winy, ale bez strachu i wewnętrznego skrępowania. To prawda, że spowiadamy się przed kapłanem, ale to on zastępuje nam w tym momencie Chrystusa, kiedy kapłan rozgrzesza, Chrystus i Kościół rozgrzesza.

Może się zdarzyć, że spowiedź św. niesie ze sobą poczucie anonimowości, jest zbyt ogólna, stereotypowa. Aby temu zapobiec warto jak penitent na początku wyznania grzechów w dwóch zdaniach się przedstawi – chociaż nie jest to obowiązujące. Kiedy zaznaczy przykładowo, że ojcem czy matką rodziny, wykonuje taką czy inną pracę, ma taki czy inny zawód, spowiednikowi od razu wiadomo kim jest jego penitent, a w ten sposób uniknie się bezosobowości. Spowiedź staje się bardziej osobista, jasna, wnikliwsza.

Odpowiedź na niektóre zarzuty względem spowiedzi

Niektórzy uważają, że lepiej byłoby wyznać swoje grzechy wprost przed Bogiem z pominięciem spowiednika, który jest zastępcą Chrystusa, ale który także jest grzesznym człowiekiem. Inni sądzą, że we Mszy św. jest akt pokutny i po co jeszcze spowiedź św.. Co odpowiedzieć na tego rodzaju poglądy?

  1. Przed każdą Mszą św. mówimy: „Uznajmy przed Bogiem, że jesteśmy grzeszni, abyśmy mogli godnie sprawować Najświętszą Ofiarę”. Akt pokuty we Mszy św. nie zastępuje sakramentu pokuty. Słowa: „Niech się zmiłuje nad nami Bóg Wszechmogący i odpuściwszy nam grzechy doprowadzi nas do życia wiecznego” nie są słowami absolucji. Na początku Mszy św., wszyscy jej uczestnicy mają sobie uświadomić, że są ludźmi grzesznymi, słabymi, niedoskonałymi. To uświadomienie sobie, przyznanie się do grzechów i ich ewentualne przypomnienie nie jest jeszcze spowiedzią i otrzymaniem rozgrzeszenia. Co innego jest wyznać, przyznać się do nich, uświadomić sobie ich skutek, a co innego otrzymać ich przebaczenie i być od nich uwolniony.
  2. Przysłowie łacińskie mówi: „Nemo iudex in causa sua” – nikt nie jest sędzią w swojej sprawie. W stosunku do siebie nie jesteśmy obiektywni. Z zasady widzimy drzazgę w oku naszego bliźniego, a belki we własnym oku nie dostrzegamy. Doskonale wychwytujemy wszystkie błędy i grzechy drugich, surowo ich osądzamy, ale u siebie mało ich widzimy i bardzo pobłażliwi i łagodni jesteśmy dla siebie. Potrzeba kogoś z zewnątrz, kogoś kto nas osądzi i powie jakimi rzeczywiście jesteśmy. Doskonale tę potrzebę spełnia sakrament pokuty. Kapłan spowiednik stoi jakby z boku i lepiej, i sprawiedliwiej widzi i osądza. Jest bardziej obiektywny i sprawiedliwy odnośnie naszych grzechów. Jego obecność w naszym wyznaniu grzechów wydaje się być niezastąpiona.
  3. Bywa, że bardzo nam ciężko na duszy i sercu. Wtedy odczuwamy naturalną potrzebę, by przed bliską osobą wyznać swój ból i swoje winy. Dlaczego potrafimy bliskiej osobie wyznać swoje grzechy, opowiadać jej o naszych grzechach, a nie potrafimy przyznać się do nich na spowiedzi? Dlaczego nie mielibyśmy wyznać tego na sakramentalnej, otoczonej tajemnicą, spowiedzi?
  4. Nasze grzechy mają wymiar społeczny. Grzech na pierwszym miejscu przynosi szkodę nam, naszej duszy i naszemu ciału, ale jego owoce spożywają także drudzy; nasi w domu, rodzinie, pracy. Jeśli ojciec pije, to cała rodzina na tym cierpi. Jeśli jesteś niesprawiedliwy w pracy, to inni cierpią. Grzechem skrzywdziliśmy także bliźnich naszych. W konfesjonale kapłan-spowiednik jest przedstawicielem tych, którzy z twego powodu cierpieli, których ty obraziłeś i z którymi się pokłóciłeś. To on w imieniu tych wszystkich, w imieniu Kościoła, w zastępstwie Chrystusa, wysłuchuje twoich grzechów i tobie je odpuszcza. Powiedział Norwid: „I któż ci obetrze pot z bladego czoła, jak tylko prawda, Weronika sumień – stojąca z chustą u progu Kościoła”
  5. Jesteśmy ludźmi, a ludzie zawsze chcą być pewni, przekonani. Spowiedź św. jest zewnętrznym znakiem tego co jest niewidzialne. To właśnie na spowiedzi mamy pewność, że Bóg odpuścił nam grzechy, że między nami a Bogiem wszystko jest uregulowane. Słowa rozgrzeszenia: „I ja ciebie rozgrzeszam z grzechów twoich” działają kojąco. Słyszymy to rozgrzeszenie. Widzimy znak krzyża czyniony nad nami. Wiemy, kiedy i w którym kościele zostały nam odpuszczone grzechy. Nie potrzeba mieć żadnych wątpliwości co do otrzymania rozgrzeszenia. Penitent po spowiedzi powinien być zupełnie pewny i spokojny, że jego grzechy zostały rozgrzeszone i odpuszczone, a on został pojednany z Bogiem.

Wyznanie grzechów powinno być:

  1. Proste i krótkie.
    Bez wyszukiwania specjalnych słów i wyrażeń, ukazywania szczegółów, które niczego nie wnoszą do materii grzechów, a więc nie ma potrzeby opowiadania o czymś co nie należy do spowiedzi, co nie ma z nią żadnej łączności i co spowiedź niepotrzebnie przedłuża.
  2. Pokorne.
    Pokorne, czyli bez osobistego usprawiedliwiania się i  przerzucania własnej winy na innych. Pokora przejawia się w tym, że grzechy wyznawane są z żalem i poczuciem winy, ale także w całej postawie penitenta, skupieniu, mowie i ubraniu. Pokora wyraża się w szczerej i czystej intencji. Nie idzie się do spowiedzi ze względów ludzkich, dla zjednania sobie dobrej opinii, zwyczajowo, bezmyślnie, ale osobistej potrzeby serca.
  3. Szczere.
    Zgodne z tym co dyktuje sumienie, bez ukrywania czegokolwiek, bez pomniejszania czy powiększania wykroczeń i winy. Penitent obowiązany jest się spowiadać zgodnie z prawdą.

[5] Zadośćuczynienie i pokuta

Dopełnieniem i sprawdzianem prawdziwego nawrócenia i żalu jest zadośćuczynienie Bogu i ludziom za popełnione winy. Powinno się przejawiać w poprawie życia oraz naprawieniu szkód.

Sakramentalna pokuta, która może mieć formę modlitwy lub dobrego uczynku, albo wprost wynagrodzenia wyrządzonej krzywdy jest czymś więcej niż pokutą i umartwieniem z własnego wyboru.

Pokuta ze spowiedzi jest sakramentalna i jako rzecz świętą należy ją traktować. Obowiązkiem penitenta jest zadaną mu pokutę przyjąć i wypełnić. Naznaczona przez kapłana „pokuta” winna być w całości i osobiście przez penitenta odprawiona, ponieważ jest to pokuta sakramentalna. Jest ona nakazana i obowiązkowa, a jej nie wypełnienie należy zaznaczyć na następnej spowiedzi. Nie odprawienie pokuty świadczy o lekceważeniu powagi sakramentu, a jeżeli była ona za grzechy ciężkie, czyni spowiedź nieważną. Najlepiej jest odprawić tę pokutę bezpośrednio po spowiedzi lub w najbliższym czasie, aby później o niej nie zapomnieć. 
Bywa, że po spowiedzi należy odprawić nie tylko pokutę, ale zadośćuczynić wyrządzoną krzywdę, oddać zabraną rzecz, zwrócić pożyczone a jeszcze nie oddane pieniądze czy odwołać oszczerstwo i posądzenie. Inaczej mówiąc idzie o restytucję i zadośćuczynienie moralne, duchowe i materialne.

W przypadkach szczególnych, np. kradzieży, nie zwrócenia pożyczonych pieniędzy czy rzeczy, zniesławienia, zniszczenia czegoś niezbędna jest restytucja. Restytucja to zewnętrzne naprawienie zła. W każdym przypadku naruszenia sprawiedliwości, naruszenia zdrowia, utraty zdrowia, poniesionej szkody materialnej potrzebna jest restytucja.

Zadośćuczynienie człowieka nigdy nie wyrówna popełnionego grzechu. Nie znaczy to jednak, że nie ma ono sensu i niczego nie zmienia. Przez nowe czyny i akty zadośćuczynienia człowiek może naprawić swą przeszłość i wejść na drogę dobra. Może oderwać się od zła i w przyszłości zostaną mu zapisane nowe dobre czyny. Zadośćuczynienie jest wyrazem wejścia na drogę nawrócenia i przeproszeniem Boga i ludzi za zło grzechu. W pełni człowiek nie wynagrodzi Bogu i ludziom popełniony grzech, ale zadośćuczynienie jest wyrazem jego dobrej woli i w minimalnym stopniu naprawia zło.

Namaszczenie chorych

Sprawowanie tego sakramentu polega przede wszystkim na włożeniu rąk przez kapłanów Kościoła, któremu to włożeniu towarzyszy zanoszona modlitwa i namaszczenie chorego olejem, uświęconym błogosławieństwem Bożym: obrzęd ten oznacza oraz udziela łaski sakramentu.

Sakrament ten udziela choremu łaski Ducha Świętego. Łaska owa zbawiennie wspiera całego człowieka, budzi ufność w Bogu i wzmacnia wobec zakusów szatana oraz niepokojów wobec śmierci, aby człowiek mógł nie tylko mężnie znieść, zwalczać zło mu grożące, ale również otrzymać zdrowie, jeśli to będzie potrzebne dla jego zbawienia. Łaska ta daje też, o ile to jest potrzebne, odpuszczenie grzechów i jest dopełnieniem pokuty chrześcijańskiej.

Komu udziela się Sakramentu chorych?

  • W Liście Jakuba Apostoła stwierdza się, że namaszczenia należy udzielać chorym, aby ich podźwignąć i zbawić. Należy więc dokładać wszelkich starań i wysiłków, aby to święte namaszczenie zostało udzielone tym wiernym, którzy z powodu choroby lub starości znajdują się w niebezpieczeństwie śmierci.
  • Jeżeli chodzi o stwierdzenie powagi niebezpieczeństwa grożącego choremu, to wystarcza tu roztropna, czyli prawdopodobna ocena tego niebezpieczeństwa, podjęta ze spokojem i po zasięgnięciu opinii lekarza, jeśli zachodzi tego potrzeba.
  • Sakrament ten może być ponownie udzielony, jeżeli chory po przyjęciu namaszczenia wyzdrowiał albo jeśli ta sam choroba, na którą cierpi, wzmogła się bardziej.
  • Można również udzielić choremu świętego namaszczenia przed operacją, ilekroć niebezpieczna choroba jest powodem tejże operacji.
  • Starcom, których siły są już znacznie osłabione, można udzielić świętego namaszczenia nawet i wtedy, gdy nie przewiduje się ich poważnej choroby.
  • Również i dzieciom można udzielić świętego namaszczenia wtedy, gdy posiadają już dostateczne rozeznanie umysłowe, by móc otrzymać wzmocnienie, jakie daje ten sakrament.
  • Jeśli chodzi o chorych, którzy utracili już czucie lub używanie rozumu, to można im wtenczas udzielić świętego namaszczenia, gdy się przypuszcza, że będąc przy zdrowym użyciu rozumu jako wierzący prawdopodobnie o to poprosiliby.
  • Kapłan wezwany do chorego, który już umarł, ma pomodlić się w jego intencji do Boga, aby mu odpuścił grzechy i łaskawie przyjął go do swego królestwa; namaszczenia jednak nie powinien udzielać. Jeżeli zaś ma wątpliwości, czy chory rzeczywiście umarł, może mu udzielić tego sakramentu w sposób warunkowy.

Jak przygotować się do sakramentu namaszczenia chorych?

  • Przed przyjściem księdza wystarczy przygotować mały stolik nakryty białym obrusem, na którym powinien stać krucyfiks i dwie zapalone świece. Jeżeli chory chce wyspowiadać się z grzechów, członkowie rodziny powinni wyjść z pokoju, ale dobrze by było, gdyby po zakończeniu spowiedzi wrócili i włączyli się w modlitwę.
  • Chorzy przygotowują się do sakramentu poprzez modlitwę. Należy zachęcać ich do modlitwy w samotności, z rodzinami, przyjaciółmi lub tymi, którzy sprawują nad nimi opiekę.

Odwiedziny chorych z naszej wspólnoty parafialnej zasadniczo w każdą I sobotę miesiąca od godziny 900.

Eucharystia

Czym jest Sakrament Eucharystii?

To sakrament żywej, prawdziwej, substancjalnej i realnej obecności Jezusa Chrystusa w Kościele. Jezus chcąc pozostać z nami do końca świata pozostał z nami pod postacią chleba i wina. Jest on „źródłem i szczytem całego życia chrześcijańskiego” (KK 11). Dokonuje się podczas niej uwielbienie i składanie dziękczynienia Bogu (to właśnie oznacza po grecku określenie eucharystia). To podczas niej dokonuje się bezkrwawa ofiara Jezusa Chrystusa. Obok chrztu i bierzmowania stanowi jeden z trzech sakramentów wtajemniczenia chrześcijańskiego. Jan Paweł II powiedział, że „Kościół dzięki Eucharystii żyje”, czemu poświęcił swoją ostatnią encyklikę Ecclesia de Eucharistia.

“W Eucharystii w sposób rzeczywisty karmimy się Jezusem, ponieważ Jego boskie Serce wchłania nasze serce w taki sposób, że czyni z niego jedno serce, zespolone z Jego sercem. Zatem Serce Jezusa uzdrowi nasze serce z trawiących je chorób (obojętność, nieufność, złe skłonności, chorobliwe pasje, próżne uczucia, ludzkie ambicje…), sprawi, że będzie ono biło tym samym rytmem, jakim bije Jego serce, dla chwały Boga i pokoju ludzi.”

BŁ. JAKUB ALBERIONE  / (1884-1971), apostoł środków społecznego przekazu, założyciel paulistów.

Kiedy nastąpiło ustanowienie Eucharystii?

Pan Jezus, świadomy swojej męki i śmierci (por. J 13, 1) obmył swoim uczniom nogi, dał im przykazanie miłości i na dowód tej miłości ustanowił ją jako pamiątkę swojej męki, śmierci i zmartwychwstania, nakazując, aby czynili to „na Jego pamiątkę”. Opisuje to ustanowienie jedno z najstarszych świadectw, 1 List św. Pawła Apostoła do Koryntian: „Ja bowiem otrzymałem od Pana to, co wam przekazałem, że Pan Jezus tej nocy, kiedy został wydany, wziął chleb i dzięki uczyniwszy połamał i rzekł: «To jest Ciało moje za was [wydane]. Czyńcie to na moją pamiątkę». Podobnie, skończywszy wieczerzę, wziął kielich, mówiąc: «Ten kielich jest Nowym Przymierzem we Krwi mojej. Czyńcie to, ile razy pić będziecie, na moją pamiątkę». Ilekroć bowiem spożywacie ten chleb albo pijecie kielich, śmierć Pańską głosicie, aż przyjdzie.” (1 Kor 11, 23-26). W czasie każdej Eucharystii wypełniamy polecenie Pana, by sprawować tę pamiątkę, uwielbiamy Boga i ukazujemy w wymiarze widzialnym Kościół – pod przewodem pasterza, którym jest kapłan lub biskup (por. KKK 1356-1369).

Jakie są inne nazwy tego Sakramentu?

Katechizm Kościoła Katolickiego podaje następujące nazwy sakramentu (por. KKK 1328-1332):
– Eucharystia; Wieczerza Pańska; Łamanie Chleba; Zgromadzenie eucharystyczne; Pamiątka męki i zmartwychwstania Pana; Najświętsza Ofiara; Święta i Boska liturgia; Komunia; Msza święta.

Z czego składa się każda Msza święta?

Msza święta składa się zasadniczo z 2 głównych części, połączonych ze sobą: z Liturgii Słowa, kiedy słyszymy Słowo, które Bóg do nas skierował i kieruje, oraz z Liturgii Eucharystycznej, kiedy spożywamy Jego Ciało i Krew (por. KKK 1346-1355).

Dlaczego Eucharystii należy się szczególny kult i jak się on wyraża?

Eucharystia jest sakramentem obecności Jezusa. W żadnym innym sakramencie nie jest On tak „dostępny”, jak właśnie pod postaciami chleba i wina. To w tym sakramencie jest obecny, jak naucza Kościół: prawdziwie, substancjalnie i rzeczywiście. Każdy, przyjmując Komunię Świętą przyjmuje całego Jezusa Chrystusa, z ciałem i krwią.

Kult eucharystyczny wyraża się w gestach – przed najświętszym sakramentem się przyklęka, klęczy się podczas adoracji, uczestnicząc w procesjach eucharystycznych czy chociażby praktykując nawiedzenia Najświętszego Sakramentu. Wielką troską otacza się tabernakulum, czyli szczególne miejsce, gdzie przechowuje się Jezusa dla chorych i cierpiących i dla adoracji przez wiernych.

Dlaczego Kościół i wierzący celebrują Eucharystię?

Za każdym razem, kiedy Kościół celebruje EUCHARYSTIĘ, staje u swego źródła, z którego sam na nowo wytryska. W ofierze Chrystusa, który poświęca się nam cały, jest miejsce na całe nasze życie. Nasza praca i nasze cierpienie, nasze radości, wszystko możemy zjednoczyć z ofiarą Chrystusa. Kiedy w ten sposób się poświęcamy, zostajemy przemienieni: podobamy się Bogu i jesteśmy dla bliźnich jak dobry, pożywny chleb (YouCat 217).

Kto może przystępować do Komunii świętej i jak należy się do tego przygotować?

Komunię świętą może przyjąć każdy, kto został dopuszczony do niej w wieku szkolnym (czyli po 2 klasie), kto pragnie ją przyjąć z wiarą i miłością. Ważne jest, by zawsze przyjmować Jezusa Eucharystycznego z czystym sercem (tj. bez grzechu ciężkiego), w przeciwnym razie konieczne jest przystąpienie do sakramentu pokuty i pojednania. Jeżeli ktoś przyjmie Komunię Świętą w stanie grzechu śmiertelnego, popełnia bardzo ciężki grzech – świętokradztwo.

Ponadto Kościół nakazuje przygotowanie duchowe – przez modlitwę, oraz post od wszelkiego rodzaju pokarmów przez godzinę do przyjęcia Komunii świętej. Osoby starsze, chore mogą ten post pominąć. Lekarstwa i woda tego postu nie łamie.

 W jaki sposób Eucharystia jest antycypacją życia wiecznego?

Jezus obiecał swoim uczniom, a wraz z nimi także nam, że pewnego dnia zasiądą z Nim do stołu. Dlatego każda Msza Święta jest „pamiątką Męki, pełnią łaski, zadatkiem przyszłej chwały” (Kanon Rzymski). (YouCat 223).